Anatewka w Łodzi

2011-11-28 16:00:00
pieczona gęś w sosie żydowskim


Anatewka w Łodzi



Łódź - miasto Czterech Kultur, wielkoprzemysłowe centrum dziewiętnastowiecznej Polski. Tutaj powstawały wielkie imperia włókiennicze Karola Scheiblera, Ludwika Grohmana czy Izraela Poznańskiego. Od wieków była to Reymontowska "ziemia obiecana", miejsce wielkich szans i możliwości, głównie dla Polaków, Rosjan, Niemców i Żydów. Choć w dzisiejszych czasach rezultaty tej wielokulturowej mieszanki są nieco zapomniane, w dalszym ciągu możemy jednak spotkać w Łodzi miejsca i symbole minionej epoki w postaci zabytków architektury, cmentarzy czy ogromnych kompleksów pofabrycznych. Na szczęście ostatnie lata upływają na sukcesywnej odbudowie coraz to szybciej niszczejących zabytków. Największym tego typu przykładem jest łódzka Manufaktura, dawne imperium "króla bawełny" Izraela Poznańskiego, współcześnie jedno z największych i najciekawszych centrów handlowo - rozrywkowych w Europie. Tam też wybrałem się w kolejną kulinarną podróż, tym razem wędrując szlakiem łódzkich Żydów. Szlak ten zaprowadził mnie wprost do mieszczącej się na Rynku Manufaktury restauracji Anatewka.

Bez wątpienia jest to miejsce magiczne. Klimatu panującego w środku nie da się opisać w kilku słowach. Nastrój XIX wieku przywołują starodawne meble w klasycznych brązowych odcieniach, okrągłe stoliki przykryte haftowanymi obrusami. Na ścianach mnóstwo obrazów przedstawiających życie codzienne członków Gminy Żydowskiej, belki stropowe i półki zapełnione licznymi dawnymi przedmiotami codziennego użytku, od dzbanów po żelazka. Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie pewnego "zagracenia" lokalu, ale wystarczy parę chwil żeby przekonać się o słuszności tego wystrojowego zabiegu. Wieczorowa pora i świece na stolikach potęgowały jedynie fantastyczny klimat panujący w środku.

Menu także jest niezwykłe. Niecodziennie mamy do czynienia z potrawami typu "sałatka Rachelki", "mostek cielęcy faszerowany jak w familokach" czy "bakłażan faszerowany z serem panny Feli". Ale po kolei...

Jako przekąskę z całą pewnością mogę polecić "plastry wołowiny krawca Maurycego". Spodziewając się dania pokroju carpaccio, ku mojemu zdziwieniu (pozytywnemu rzecz jasna) otrzymałem talerz pełny ciemnobrązowych, gotowanych plastrów wołowiny przyrządzonych w orzechowym occie z cebulką. W smaku bardzo delikatna i rozpływająca się w ustach, a jednocześnie wyrazista, wręcz ostra.
Zupa rybna z pulpetami była kolejną pozycją tego wieczoru. Była to prawdopodobnie najlepsza zupa rybna jaką miałem okazję do tej pory jeść. Gęsta, pełna warzyw i kawałków ryby. Co prawda pulpet wyłowiłem jeden, ale mogło być to po prostu dziełem przypadku i w żadnym stopniu nie umniejszyło mojego zachwytu nad nią. Delikatnie pikantna, świetnie doprawiona - idealna!

Z góry przepraszam za te zachwyty przeze mnie prezentowane, ale tak właśnie się tego wieczoru czułem. Nie inaczej było w przypadku finałowego dania, którym była gęś pieczona w sosie żydowskim z farfelkami i surówką z marchwi z chrzanem. Gęsina smakowała rewelacyjnie, bardzo miękka i delikatna jak na tego rodzaju mięso, w smaku lekko słodkawa w pysznym ciemnym sosie z dodatkiem migdałów. Farfelki to z kolei maleńkie makaronowe kulki, mniej więcej wielkości ziaren ryżu, idealnie pasujące do gęsi. Całość uzupełniła słodka surówka z marchwi z subtelną chrzanową nutą. Rewelacja!

Parafrazując słowa Magdy Gessler, pod restauracją Anatewka podpisuję się obiema rękoma. Fantastyczny klimat, uprzejma i służąca pomocą obsługa, rewelacyjne jedzenie. Wszystkie te elementy razem tworzą obraz restauracji prawie idealnej. Może jedynie ceny nie należą do najniższych, ale biorąc pod uwagę rodzaj i wyszukany charakter potraw nie przyprawiają o zawrót głowy. Zajrzyjcie koniecznie do tego dziewiętnastowiecznego zakątka we współczesnej Łodzi.

Ratayh

Komentarze

  • Jannni 2011-12-01 05:05:54

    tylko iść i jeść

Szukasz pracy? Zostań Managerem Dobrego Smaku!

Aktualności

wszystkie »