Kamari w Łodzi
2011-12-05 19:00:00Kamari w Łodzi
Grecja, ojczyzna filozofii i demokracji, kolebka cywilizacji europejskiej jest w ostatnim czasie na językach wielu, i tych wielkich i tych maluczkich, głównie za sprawą problemów gospodarczych, jakie trapią ten południowoeuropejski kraj. Ja też, używając kolokwializmu, postanowiłem "wziąć Grecję na język" odwiedzając restaurację Kamari na Piotrkowskiej 15.
Duża, niemal całkowicie przeszklona witryna restauracji każdorazowo zachęcała mnie do odwiedzin, ilekroć tylko przechadzałem się "Pietryną" w kierunku Placu Wolności. Zachęciła mnie w końcu skutecznie. Szkoda jedynie, że pora roku, którą wybrałem na wizytę nie przypominała klimatu panującego nad Morzem Śródziemnym. Ale to zmieniło się po wejściu do środka.
Dominującymi kolorami w lokalu są pastelowy błękit i biel, które z miejsca przywołują na myśl tawernę położoną gdzieś nad wybrzeżem, ale jednocześnie odnoszą się bezpośrednio do flagi greckiej. Wystrój stosunkowo prosty, wręcz ascetyczny, ale jednocześnie doskonale oddający śródziemnomorski, hellenistyczny klimat.
Dużym plusem Kamari jest przejrzyste i bardzo dobrze skonstruowane MENU. Nie dostajemy do ręki grubej "książki", z której ciężko jest wybrać odpowiednią pozycje tylko ze względu na ogromną ilość potraw w niej zawartych. Dobrze zbalansowany jadłospis zdecydowanie ułatwia dokonanie właściwego wyboru.
Mój wybór tego wieczoru padł między innymi na Kotosupe, czyli domowy rosół według greckiej receptury. Ale zanim o tym, warto wspomnieć, że przed podaniem dań głównych na stole pojawiła się przekąska w postaci pieczonego chlebka typu pita z dodatkiem sosu tzatziki. Miły i zarazem idealny wstęp do dalszej degustacji. Wróćmy jednak do głównych dań. Wspomniany przeze mnie rosół, podany z kluskami w postaci muszelek był klasycznym przykładem wywaru z kurczaka. Bardzo subtelny w smaku, "chudy", jednym słowem tradycyjny. Mogłem oczywiście wybrać inną zupę z karty, ale jako wierny fan rosołu w różnej postaci bardzo lubię testować wszelakie jego warianty. Ten nie był może zaskakujący, ale smaczny i świetnie rozgrzewający w ten chłodny wieczór.
Jako że nie miałem okazji smakować wcześniej tradycyjnej kuchni greckiej wybór dania głównego był tego dnia szybki i oczywisty. Padł on na Specjał talerz Kamari, jak informuje karta dań, "idealna potrawa do skosztowania kuchni greckiej". Na całość złożyły się cztery specjały, dostępne każda osobno w menu. Musaka - zapieczona w sosie Bechamel potrawa z bakłażanem, ziemniakami i mięsem mielonym. Bardzo sycąca, nieco zbliżona do włoskiej lasgne, idealna na obfity posiłek. Drugą, obok Musaki, pozycją, która najbardziej przypadła mi do gustu było Stifado, czyli chude mięso od szynki duszone w białym winie z dodatkiem sosu pomidorowego i cebuli. W sposobie podania, jak i w smaku podobne odrobinę do gulaszu. Dwie ostatnie pozycję na talerzu wypełniły Briam i Giemistes. Ten pierwszy to duszony w pomidorach bakłażan i cukinia z ziemniakami. Potrawa stosunkowo prosta, w smaku, lekko mdła, bez wyraźnie zaakcentowanych przypraw. Drugi przysmak był większym zaskoczeniem, z uwagi na swój słodko - gorzki posmak. Giemistes to zapiekana papryka i pomidor wypełnione szalenie aromatycznym ryżem i czerwoną cebulą.
Kamari zdecydowanie mogę polecić wszystkim smakoszom śródziemnomorskiego jedzenia. Obok wspomnianych przeze mnie potraw w karcie znajdziemy szereg greckich makaronów, dań z grilla czy ryb i owoców morza. Nie zabrakło także czegoś specjalnego wyłącznie dla dzieci co sprawia, że restauracja jest idealna nie tylko na kolację we dwoje, przy świecach, winie i dobrym jedzeniu, ale także na obiad spędzony w rodzinnym gronie.
Ratayh


