Spice India we Wrocławiu

2011-10-20 20:00:00

Spice India



Kuchnia indyjska w chłodne październikowe popołudnie? Nic bardziej trafnego! Postanowiłem odwiedzić Spice India we Wrocławiu na ul. Wita Stwosza 15 A. Ze znalezieniem tego miejsca nie ma problemu, już z ulicy zaprasza przyjemna woń curry.
Choć specjalnym fanem Bollywoodu nie jestem, to kicz i przepych, bo w takim stylu zaaranżowany jest wystrój lokalu, są bardzo lekko strawne. Uroku dodaje obsługa, zorientowana w temacie przypraw, potraw i smaków oraz małe słonie, błąkające się po restauracji (niestety, tylko na kolorowych płótnach).

Tym razem postawiłem na kurczaka od początku do końca. Hindusi świetnie je przyrządzają w tradycyjnym piecu Tandoor, którego temperatura sięga 500 stopni celsjusza. Jest to gliniane naczynie o dzbanowatym kształcie, które opalane jest drewnem lub węglem drzewnym. Potrawy podawane prosto z niego (bez dalszej kulinarnej obróbki) mają w swej nazwie Tandoori.
Zmoknięty, na starter zamówiłem zupę z kurczakiem, która niestety nie miała swojej oficjalnej nazwy w menu. Sądzę, że jest to kucharski freestyle, ponieważ nawet kelnerka nie mianowała jej w żaden inny sposób. Do tego przystawka Rashmi Kebab (także z kurczakiem). Zupa nie zrobiła na mnie większego wrażenia wizualnego, ale za to bardzo szybko przekonałem się smaku. Był delikatny, lekko pikantny z pływającymi kawałkami mięsa i białej kapusty. Hindusi uwielbiają kapustę i nie ograniczają się w dodawaniu jej niemal do każdego dania. Gorący krem sprawił, że byłem rozgrzany i gotowy na ucztę. Zabrałem się za Rashmi - co oznacza właśnie kurczak. Rashmi Kebab to kawałki piersi z kurczaka nabite na szaszłyk i pieczone w Tandoor, wcześniej marynowane z orzechami nerkowca. Przyklejone do mięsa orzechy, tworzyły delikatną skorupę, którą z przyjemnością się chrupało.

Mięso, al'dente, miało niebywały, żółty kolor od przypraw. Było poukładane na materacu z poszatkowanej kapusty, co mnie wcale nie zdziwiło. Po starterze przyszła pora na danie główne. Wybór padł na Chicken Korma. Gęsty, delikatny krem - gulasz, w którym kąpały się sporej wielkości kawałki piersi z kurczaka. Wyrazistości dodała pietruszka, posiekana na wierzch. Głęboka łyżka z przyjemnością nurkowała w śmietanowym, lekko słodkawym, nie za ostrym sosie. Do potrawy doskonale pasowały tradycyjne indyjskie chlebki Tandoori Roti, które zamówiłem zamiast ryżu Basmati. Również piecze się je w piecu Tandoor. Polega to na tym, że kucharz przykleja ciasto do jego wewnętrznej ścianki. Dopóki placek nie zacznie się odklejać, chleb nie jest gotowy. Dzięki Roti, smak potrawy równoważył się, a jedzenie go palcami sprawiało mi dużo frajdy.

Konsumpcję umiliła stonowana indyjska muzyka oraz tradycyjne indyjskie naczynia, na których restauracja serwuje potrawy. Słoneczne kolory wnętrza, barwne dania i mocne zapachy to świetne rozwiązanie na chłodne dni i jesienną zawieruchę. Większą frajdę od wizyty w Spice India mogą sprawić chyba tylko kolejne odwiedziny tej restauracji.

miód i mleko

Galeria

Komentarze

  • Dziu 2012-01-07 13:22:07

    Jak dla mnie to autoreklama nie recenzja

  • smakosz 2011-10-26 11:23:24

    Za mało opisu potraw i brak komentarza, który by wszystko podsumował. Moim zdaniem jest to opis przeciętnego Klienta, który się zachwycił właśnie tą restauracją. Osoby, które chcą wybrać się do restauracji potrzebują opisu jako przewodnika - gdzie warto się udać. A z tego opisu nic nie wynika, czy warto pójść czy nie. Ot po prostu barwny opis pobytu w restauracji.

  • jasna 2011-10-26 08:55:02

    Opis niby ciekawy, ale wiele mu brakuje- przede wszystkim dobrego języka, momentami nie wiadomo o czym Autor opowiada: "Większą frajdę od wizyty w Spice India mogą sprawić chyba tylko kolejne odwiedziny tej restauracji."? A co to w ogóle znaczy? To chyba nie jest po polsku?

  • henry tadeusz 2011-10-25 13:19:24

    podoba mnie się nawet

Szukasz pracy? Zostań Managerem Dobrego Smaku!

Aktualności

wszystkie »